Moc podświadomości

Nie należę do osób, które są zachwycone mistycyzmem i przywiązują do niego jakąś szczególną wagę. Nigdy nie mam do tego jakiejś szczególnej cierpliwości i zawsze wydaje mi się, że mówimy o szukaniu łatwiejszej drogi.

Wolę gloryfikowanie własnej sprawczości nawet, jeśli nie zawsze pozwala na osiąganie stawianych celów. Jeśli jednak chodzi o podświadomość, nie jestem już tak radykalny. Gdy się zresztą nad tym zastanawiam poważnie, dochodzę do wniosku, że taka postawa wcale nie jest aż tak pozbawiona sensu.

Wiem, że istnieje przynajmniej kilkanaście definicji podświadomości i nie będę Wam wmawiać, że znam je wszystkie. Z kilkoma się jednak zapoznałem jeszcze jako licealista zafascynowany sposobami interpretowania snów i mi najbardziej podoba się definicja zaproponowana przez Freuda.

Dla ścisłości, Freud wcale nie pisał o podświadomości, choć tłumacze często nie pamiętali o subtelnych niuansach. Dziś przyjmuje się, że zaproponowany przez niego termin powinniśmy tłumaczyć raczej jako przedświadomosć. Porzucając jednak akademickie dysputy można jednak powiedzieć, że dla Freuda był to stan graniczny ludzkiej psychiki znajdujący się gdzieś pomiędzy świadomością i nieświadomością.  Treści znajdujące się w naszej podświadomości są więc treściami stłumionymi, Freud uważał jednak, że można je dość łatwo zaktywizować, a więc przywrócić świadomości.

A o co chodzi z tą mocą podświadomości, o której powstają filmy i książki i o której mówi się, że jej zrozumienie jest kluczem do manipulowania umysłami? Nie wydaje mi się, żebym była w stanie wykorzystać jakąkolwiek technikę manipulacji, ale sama moc podświadomości nie jest chyba aż tak tajemnicza i mistyczna. Mi samej kojarzy się z zasadą samospełniającej się przepowiedni i z tym, że można ją wykorzystać na wiele sposobów.

Samospełniająca się przepowiednia wcale nie działa w sposób jakość szczególnie skomplikowany. Każdy z nas chyba choć raz zauważył przecież, że w jakimś stopniu „ściągamy” wydarzenia, o których intensywnie myślimy. Jeśli zakładam, mniej lub bardziej świadomie, że potknę się w tych niewygodnych nowych butach na wysokim obcasie, wcześniej lub później tak się właśnie stanie nawet, jeśli chodzenie na obcasach nie wydaje mi się szczególnie skomplikowane.

Oczywiście, na ogół nie koncentrujemy się na obmyślaniu przyszłych wydarzeń i zastanawianiu się nad tym, jak bardzo prawdopodobny jest ponury scenariusz. Nie oznacza to jednak, że mówimy o technice, której nie da się wykorzystać. Najczęściej działamy przeciwko sobie, specjaliści uważają jednak, że zjawisko odwrotne nie jest wcale mniej prawdopodobne. Spróbujcie zresztą sami. Wystarczy wstać rano z myślą, że dziś wszystko nam się uda i dopasowywać wydarzenia do tej przewodniej myśli. Ale dziś jest dobry dzień. Co prawda pada, ale mam parasol! Nie mam parasola? Nie szkodzi, kaptur w mojej kurtce w końcu się na coś przyda. I te brzydkie jesienne buty, nawet jak przemokną nic się nie stanie, będę miała pretekst, żeby kupić nowe.

W czasach, w których miałem jedenaście albo dwanaście lat czytałam książkę Eleonor H. Porter „Pollyanna”. Książka, jak książka – klasyka powieści dla nastolatków, ale właśnie jej bohaterce doskonale wychodziło wykorzystywanie mocy podświadomości, choć żyjąca na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku pani Eleonor pewnie nie przypuszczała nawet, że wyposaży swoją bohaterkę w umiejętność, która sto lat później będzie tak cenna, że ludzie zaczną zapisywać się na kosztowne kursy, aby ją zdobyć.