We wszystkim trzeba mieć umiar

Gdy szef nie patrzy i nie dzwonią telefony, lubimy sobie w pracy poleniuchować. Ostatnio tematem naszych rozmów są gry liczbowe. Zastanawiamy się nad tym, czy warto grać, czy lepiej jest mieć swój system, czy ufać losowi, a naszym ulubionym tematem rozmów jest ten, który dotyczy zmian, jakie zajdą w naszym życiu, gdy szczęście się w końcu do nas uśmiechnie i maszyna losująca poda dokładnie takie liczby, jakie pojawiły się wcześniej na naszym kuponie.

I właśnie podczas jednej z takich rozmów nieoczekiwanie zaskoczył nas szef i zanim zaczął pochrząkiwać znacząco, co oznacza, że czas już wrócić do pracy oznajmił, że on nie zrezygnowałby ze swoich obowiązków nawet, gdyby wygrał jakieś szalone pieniądze. Zaśmialiśmy się wszyscy, choć niektórzy trochę przez łzy, nielekkie jest bowiem nasz los, skoro nawet nieoczekiwana wygrana nie sprawi, że szef o nas zapomni. W końcu zabraliśmy się też za swoje obowiązki, bo może i praca nie zająć, ale czasem trzeba jednak pchnąć kilka spraw do przodu.

Ale deklaracja szefa ma sens nawet, jeśli kilkoro z nas pozbawiła złudzeń, bo przecież we wszystkim trzeba mieć umiar. Zasada ta przywoływana jest często wtedy, gdy zachwycamy się czymś przyjemnym, wydaje mi się jednak, że sprawdza się w każdej sferze naszego życia. Kiedyś chyba Wam wspominałem o tym jak – jeszcze w liceum – obcy człowiek zafundował całej naszej klasie rejs wycieczkowy (ostatnio nawet udało mi się znaleźć tamtą lub podobną stronę – rejsy po bałtyku – cenowo dla 20-kilku osób to koszt ponad 1000PLN). Dlaczego? Bo wygrał w totolotka jakieś zawrotne pieniądze. Zastanawiające jest jak ktoś kto dotąd zarabiał zapewne średnią krajową może pozwolić sobie na taką rozrzutność?!

Brak umiaru szkodzi nie tylko naszemu otoczeniu, ale i nam samym i wcale nie mam na myśli wyłącznie problemu uzależnień, choć ten przychodzi do głowy jako pierwszy. Brak umiaru w pracy nie wydaje się przecież groźny. Przeciwnie, często można odnieść wrażenie, że pracoholik jest nawet potrzebny, wykona bowiem te obowiązki, które innym sprawiają trudność albo wydają się po prostu nudne.

Ale ten sam pracoholik, który jest wybawieniem dla swoich bardziej leniwych kolegów, jest nie mniej destrukcyjny niż narkoman. W pewnym momencie traci kontrolę nad swoim życie, a problem ten dotyczy nie tylko samego życia zawodowego, ale i prywatnego. Gdy zatracają się granice nie ma już pewności, gdzie kończy się jedna sfera, a zaczyna druga.

Co gorsza, żadna nie satysfakcjonuje. Do czego prowadzi zatem brak umiaru? Najczęściej do wysiłków, których celem jest zatracenie się w pracy. Do pewnego momentu organizm stara się jeszcze kontrolować to, co dzieje się z pracoholikiem, w pewnym momencie poddaje się jednak.

Czy jednak można mówić o braku umiaru w odpoczywaniu i czy szef rzeczywiście ma rację przekonując nas, że nawet największa wygrana nie jest warta tak radykalnych zmian? Wypoczynek to dla nas nagroda sama w sobie, coś, na co czekamy z utęsknieniem i z czym wiążemy ogromne nadzieje. Magia wypoczynku w dużej mierze wiąże się właśnie z tym, że nie zdarza się często i że często okupiony jest ogromnym wysiłkiem. Może więc brak umiaru sprawiłby, że wypoczynek przestałby nas cieszyć i stracilibyśmy motywację. Nie na darmo przecież o złoty środek apeluje się już od starożytności.